Posts tagged ‘wiara’

„Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962 – 2003”. Książka ta to zapiski Karola Wojtyły, Jana Pawła II.- zapowiedź od wydawnictwa ZNAK

Witajcie,

Dziś kolejna zapowiedź tego co się znajdzie tu na blogu.

Jakiś czas temu wiele mówiono o książce „Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962 – 2003″. Książka ta to zapiski Karola Wojtyły, Jana Pawła II.
Co ważne są to zapiski prywatne, przekazane przez osobistego sekretarza Papieża, Stanisława Dziwisza. I właśnie to, że są to zapiski o których zniszczenie prosił Ojciec Święty zbulwersowało ludzi. Pamiętacie to co było napisane w Testamencie?

Rzeczy codziennego użytku, którymi się posługiwałem, proszę rozdać wedle uznania. Notatki osobiste Wojtyla-JPII_Jestem bardzo (2)spalić. Proszę, ażeby nad tymi sprawami czuwał Ks. Stanisław, któremu dziękuję za tyloletnią wyrozumiałą współpracę i pomoc.

Tak. Przeczytamy tą książkę, choć nie jesteśmy przekonane do tego że ją w ogóle wydano.

Mamy wewnętrzny opór przed zaglądaniem w życie prywatne. Ale skoro już tyle osób zajrzało do tej publikacji. To może i nasza opinia będzie dla kogoś czymś wartym przemyślenia. Jeżeli uznamy że jednak za bardzo wchodzimy w życie osobiste tak szanowanego człowieka jakim był Jan Paweł II.

A tu kilka słów z zapowiedzi wydawniczych:

Notatki osobiste, które Jan Paweł II prowadził przez czterdzieści lat, odkrywają tajemnicę jego duszy i całkowitego oddania się Bogu.

 

(więcej…)

Reklamy

„Papusza”- o trudnym życiu i trudnych wyborach romskiej pisarki..

Drodzy czytelnicy,

Dziś propozycja którą przesłała czytelniczka z Krakowa- Yenni. Fragment jej recenzji ukazał się w czasopiśmie specjalistycznym „Press”.

DATA PREMIERY: 14.08.2013
Fotografia na okładce © Agnieszka Traczewska

Papusza po cygańsku znaczy lalka. Ten przydomek nadano Bronisławie Wajs już we wczesnej młodości, ze względu na jej wielką urodę. Ale jak wynika z książki Angeliki Kuźniak, nie tylko uroda była jej wyjątkowym darem. Papusza miała duszę poetki…
Książka ma charakter retrospekcji – poznajemy Papuszę, gdy opowiada o śmierci męża. Potem razem z nią wspominamy lata młodości, pierwszą miłość i twarde reguły cygańskiego życia, w którym żona musi być posłuszna mężowi. W tej historii cygańska poetka balansuje na krawędzi dwóch światów – cygańskiego i świata gadzi. Jest niewątpliwie Cyganką z krwi i
kości – jej domem jest las i droga, wędrowanie z taborem to dla niej normalne, szczęśliwe życie. A jednocześnie ciągnie ją do wiedzy, edukacji, naszej literatury… Czy słusznie zrobił Ficowski „wyciągając” Papuszę na światło dzienne? Na to pytanie nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi, choć poznamy cały proces „odkrywania” Papuszy.

Widać jak krok po kroku nieznana szerszemu społeczeństwu Cyganka stała się w końcu członkinią Związku Literatów Polskich. Nie zabiegała o te honory, wręcz od nich stroniła (zaproszenia na oficjalne uroczystości przyjmowała zawsze ze zdziwieniem – nie czuła się godna takiego wywyższenia) – a jednak ksiąska Jerzego Ficowskiego Cyganie polscy
rozsławiła ją wśród gadziów i, niestety, wśród Cyganów. Wtedy została sama. Współplemieńcy ją odrzucili

(Przez pięćset lat nie znalazł się pies, co by zdradził cygańskie sekrety, aż dopiero dziś.),

a dla gadziów wciąż była Cyganką kradnącą kury i wyłudzającą pieniądze za wróżby. Jej życie miało dwie części. Pierwsza przed publikacją książki Ficowskiego, kiedy jej bracia-Cyganie byli dumni z poetki w taborze:

Jak ona pięknie układa z głowy pieśni, to świat jest mały przed nimi.

A druga – po ukazaniu się publikacji Ficowskiego, kiedy wysłannicy taborów wpadli do mieszkania Papuszy w Żaganiu, grożąc jej linczem.

Z kart Papuszy spogląda na nas najpierw młoda dziewczyna, potem dojrzała kobieta, w końcu
– zgarbiona pod ciężarem życiowych trosk staruszka, przez cały czas tak samo dumna i honorowa. Poznajemy fragmenty jej korespondencji z Ficowskim i Tuwimem (który był Papuszą oczarowany i niejednokrotnie spieszył jej z pomocą, wspierając swoim autorytetem) z zachowaniem oryginalnej pisowni, czytamy wiersze i gile (piosenki). Obok utworów sławiących piękno leśnej przyrody są tu mroczne wspomnienia z okresu wojny i gorzkie słowa pod adresem zmieniającej się rzeczywistości (akcja osiedleńcza wędrujących taborów):

A starzy Cyganie i Cyganki płaczą (…)
Mają serca jak kamienie.
W lesie wyrosły i skamieniały.

Kim więc była Papusza? Silną kobietą o wrażliwej duszy, która do końca walczyła z przeciwnościami losu. I przede wszystkim – była Polką. Bo jak sama mówiła na jednej z nagranych taśm:

(…)mnie tak powiedzieć, dla Polki, która urodziła się w górach mazurskich w Polsce, nie poza granicami?! Gdzież ja mam inny kraj?!

Pod koniec życia zaczęła mieć wątpliwości, co do słuszności swoich wyborów:

Na co mi wierszy moje? Na co mi to wszystko? Gdybym ja głupia nie nauczyła się pisać, byłabym szczęśliwa.

Książka Angeliki Kuźniak ich nie rozwiewa, ale pokazuje nam, że dzięki Bronisławie Wajs polska literatura zyskała nowe elementy a cygańska kultura odsłoniła nieco swoich tajemnic.

Obrazek

Notatka na marginesie

„List do nienarodzonego dziecka” pełny emocji

Witajcie,

Po wakacjach NASZA wspólna akcja rusza pełną parą. Zastanawiamy się co kryje się pod hasłem „książka z nadzieją”. To złożone hasło i tak naprawdę wszystko możemy pod nie polecić. Bo „książka” to słowa, a słowa to cytaty , teksty piosenek, osobiste przeżycia, konkretni ludzie… a Nadzieja? Co to takiego? To tęsknota za czymś co jest daleko, liczenie na coś, na kogoś, oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego i ufność, że to się spełni, urzeczywistnią się marzenia…

Ten związek frazeologiczny można interpretować dowolnie i to od każdego z nas zależy co pod nim ukryjemy. Więc zapraszamy Was do pisania do nas…

Po długiej przerwie wracamy do publikowania naszych propozycji.

Dzięki wydawnictwu „Świat książki” miałyśmy przyjemność czytać książkę znakomitej dziennikarki i pisarki włoskiej Orianny Fallaci ” List do nienarodzonego dziecka”.
A oto i recenzja książki.

Autorka książki „List do nienarodzonego dziecka” Oriana Fallaci kojarzy nam się z polityką, wojną, terroryzmem, złem tego świata i wielkimi nazwiskami. Tym razem jednak zaskakuje swoją książkę poświęca macierzyństwu, ciąży i kobiecie czyli osobie której najbardziej dotyczy ten stan. Jednak trzeba podkreślić i pamiętać że bohaterka książki nie jest Fallaci. Czytając ją jednak odnosi się zupełnie inne wrażenie.

Książka skierowana jest głównie do kobiet, jednak ja uważam że powinni ją przeczytać wszyscy. Szczególnie Ci którym się wydaje że są nieomylni i wiedzą wszystko najlepiej. Ci którzy tworzą normy, którzy kierują się w życiu tylko zasadami religii, norm społecznych czy w końcu starają się stworzyć sobie wygodne życie nie bacząc na to za jaką cenę i krzywdę innych.

Książka jest pisana barwnym językiem. Autorka zastosowała formułę listów pisanych do nienarodzonego jeszcze dziecka. Listy, monologi są bardzo osobistym spotkaniem. Matka to prawdopodobnie młoda, zdolna, pnąca się po szczeblach kariery kobieta, na której barki spadła nieoczekiwana ciąża. Na ojca dziecka nie ma co liczyć a otoczenie nie popiera jej chęci urodzenia, wręcz nakłania ją do aborcji. Na stronach książki mamy huśtawkę emocji, radości, smutku. Pojawia się zwątpienie, niechęć, wątpliwości.
Opowiada mu o sprawach dotykającej ją samą – o wizycie u ginekologa i niezrozumieniu lekarza na informację że nie jest mężatką, o swoim złym samopoczuciu, wątpliwościach, czy powinna je urodzić i o aborcji:

Wiem, wciąż informuję bez litości o okrucieństwach świata, gdzie zamierzasz się pojawić, o wszystkich podłościach, które popełniamy, i mówię o sprawach zbyt dla ciebie skomplikowanych. Ale stopniowo dojrzewa we mnie pewność, że ty je rozumiesz, bo wiesz już wszystko.

Fallaci w „Liście do nienarodzonego dziecka” ukazała jak wiele trudnych myśli ma kobieta nosząca pod sercem nowe życie.   Z jednej strony mają postawione normy społeczne, normy państwa, kościoła. A z drugiej perspektywy trudnego życia i braku zrozumienia, bardzo często bez oparcia w kimś bliskim.“ Książka to przede wszystkim pochwała na cześć wolności każdej żywej istoty, jej pełnego prawa do decydowania o sobie, o swoim życiu i swojej śmierci. Wolności podejmowania (i ponoszenia konsekwencji) najważniejszych wyborów, nie patrząc przez pryzmat religii, płci, rodziny, panującego ustroju politycznego czy mody, ale spoglądając w głąb siebie i tego, czego naprawdę się pragnie i chce.

Autorka urzekła mnie łatwością mówienia o aborcji. Bo chodź mów o niej w  książce bardzo dużo, to nie popiera żadnej ze stron. Jednak nie udaję że jej nie ma czy też nie udaję że o niej nie myślą kobiety.
Pokazuje jak trudna jest to decyzja, ale tez uzmysławia nam że takie czyny maja miejsce na świecie. I bardzo często nie są podyktowane wygodnictwem czy też widzimisię kobiet…

Bohaterką może być każda kobieta. autorka, chyba celowo, nie nadała jej żadnego konkretnego wyglądu. Dzięki temu każda kobieta może się identyfikować z bohaterka. I zastanowić się co by zrobiła, jak zareagowała, co pomyślała. Dzięki temu książka staję się jakby osobistym pamiętnikiem bohaterki, a czytelniczki czuja się jakby zostały powierniczkami wątpliwości i obaw.

To pierwsza książka Fallaci którą przeczytałam, jestem pewna że nie ostatnia.

Autorki dziękują wydawnictwu „Świat Książki” za udostępnienie jej.

fallaci2

„Przeżyłem sowiecki łagr”. Książka dająca nadzieje

Dziś przedstawiamy Wam kolejną lektura którą śmiało można nazwać „Książką z nadzieją” to „Przeżyłem sowieckie łagry. Wspomnienia” ks. Józefa Hermanowicza MIC. Nadzieja

Czytając tą książkę przenosimy się do „komunistycznego piekła”, widzimy ogrom cierpienia i niedoli. Ale książka nie jest tylko przekazem smutku, gdyż jest również pełna nadziei na lepsze jutro i zachęca do powierzenia siebie Opatrzności Bożej. W tej pozycji nie są przedstawione tylko suche fakty historyczne, to jest raczej opowiadanie o życiu i o ludziach.

W swoim opowiadaniu ksiądz przybliża nam jasną stronę życia w sowieckich obozach, docenia każdą drobną rzecz, która go spotyka i nie zapomina też o tym aby w książce podziękować osobom, które wywarły na jego życiu i pobycie w obozach pozytywny wpływ. Dziękuje choćby za podzielenie się kromką chleba, mimo, że ta druga osoba nie miała za wiele jej dla siebie.

Pozycji w tej tematyce na rynku jest wiele, jednak wspomnienia księdza są inne, wyjątkowe. Przedstawia nam realia panujące w łagrach, ale językiem pełnym humoru. W książce opisane jest jak traktowani byli tam więźniowie i w jakich warunkach żyli. To przeraża i zadziwia. I wydaje się niemożliwe, że można coś takiego przeżyć. A jednak – można, dzięki wierze.

To nie jest zwykła książka. To książka o nadziei, o tym że mimo trudności można wszystko przetrwać a pomaga w tym wiara w Boga.

Recenzja w całości pod adresem:

Szlakiem poezji Księdza Jana Twardowskiego

Witajcie,

Wpisy Natalii Świt bardzo się Wam spodobały. W podobnym tonie o twórczości księdza Twardowskiego pisze Iwa. Tekst ten pierwotnie ukazał się w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego wiadomosci24.pl.

Iwa pisze tak:

Kiedyś miałam napisać o mojej książce z nadzieją, długo się zastanawiałam, bo sporo ich w życiu przeczytałam. Jednakże wybrałam ogólnie poezję Księdza Jana Twardowskiego. Później wiele się zastanawiałam, czego owocem jest ten artykuł.

Bardzo lubię czytać poezję, jednak od zawsze uważam, że tomik z wierszami, to nie jest książka do przeczytania jednym tchem. Kiedy mam nastrój, czas, poczucie, że chcę marzyć, porozmyślać to sięgam po wiersze. Dobra poezja, to tak jak syte jedzenie, nie można jej przeczytać dużo – wiersz, kilka wierszy, lub nawet wersów i wystarczy, by nasycić duszę. Kiedyś w prezencie dostałam tomki poezji Księdza Jana Twardowskiego. Małolata wtedy byłam, więc wrzuciłam w kąt i się nim nie interesowałam.
Lecz po jakimś czasie, kiedy to zaczęłam wczytywać się w różne wiersze – polubiłam bardzo poezję Księdza Jana. Bardzo dobrze się czuję, czytając i rozważając nad jego wierszami.
Poeta pisze o wszystkim, co dotyczy ludzkiego życia. Nie boi się pisać o złu, smutku, ale w każdym z wierszy zawsze też traktuje o miłości do ludzi i do Boga A skoro jest miłość i Bóg to i jest nadzieja.
Ja owszem jestem praktykującą katoliczką i wszelką nadzieję czy to na lepsze jutro, czy w złej doli pokładam w Bogu. Wiem, że są też inne wyznania, ale przecież tak naprawdę jest jeden Bóg, do którego modlimy się z nadzieją o wysłuchanie i spełnienie naszych próśb ale też o wybaczenie grzechów.

„Nie płacz w liście
Nie mów, że los ciebie kopnął
Ne ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka – otwiera okno…

Tutaj właśnie wyraźnie można zauważyć, że poeta pisze o nadziei, pociesza, że zawsze z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, że zawsze znajdzie się jakiś klucz, którym można sprawę rozwiązać. Po za tym ostrzega, że życie nie jest takie proste, że często szczęście rodzi się po drobnych nieszczęściach, że zawsze jest nadzieja!
Jak już wspomniałam bardzo często w wierszach księdza Jana poruszany jest temat miłości, czystego i pięknego uczucia do Pana Boga.

„Boże
Boże którego nie widzę
A kiedyś zobaczę
Przychodzę bezrobotny
Przystaję w ogonku
I proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę”

I jeszcze jeden:

„…A Bóg
chodzi jak po Tatrach w niebie
tak wszechmogący, że nie stworzył siebie”

Jak już wspomniałam poezja Księdza Jana Twardowskiego traktuje o wielu sferach naszego życia. Jednak o wielu poważnych sprawach potrafi pisać w pogodny, nawet w komiczny sposób.

„Nie martw się
Nie martw się
….
magistrze, doktorze, głuptasku
nie martw się o Boga
ale o siebie”

Podam jeszcze jeden wiersz z tego gatunku:

„…
człapię po świecie jak ciężki słoń
tak duży, że nic nie rozumiem
myślę jak uklęknąć
i nie zadrzeć nosa do góry
a życie nasze jednakowo
niespokojne i malutkie”

Przez każdy z wierszy Księdza Jana przebija miłość do Boga i do człowieka. Szczególnie w tym:

„Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jak szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
by dostać nic
za wszystko …”

Nie potrafię tu wymienić wszystkiego, co zawarte w wierszach tego poety, wiem jednak, że pisał o o miłości do Boga i o miłości do ludzi. Sporo jeszcze pięknych słów napisał Ksiądz Jan, które mogłabym przytoczyć. Jednak poeta w swoich wierszach nie zapominał o tym, co nas czeka kiedy nadejdzie kres naszego życia.

Często przestrzegał nas przed końcem, prosił abyśmy byli dobrymi ludźmi, aby kiedyś, kiedy już nas nie będzie coś po nas pozostało i to nie chodzi o dobra materialne, bo te zostaną. Jednak nie one są najważniejsze, lecz wspomnienia o nas – kim byliśmy i co dobrego zrobiliśmy dla potomności. O tym bardzo wyraźnie mówi wiersz:

„Spieszmy się
Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.”

Tym smutnym akcentem kończę spacer szlakami poezji Księdza Jana Twardowskiego. Jednakże myślę sobie, że tak naprawdę to oprócz smutku jest też nadzieja, ponieważ wg Biblii, śmierć nie jest końcem, lecz bramą do życia wiecznego, lepszego. Wiemy też, że TAM u Pana kiedyś wszyscy się spotkamy i będziemy szczęśliwi.

Źródła:
http://wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/t/spis.html
http://agaludka.republika.pl/twardowski.html
http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=2&u=40
http://www.frida.alleluja.pl/tekst.php?numer=14861

Odnośnik do artykułu: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/szlakiem_poezji_ksiedza_jana_twardowskiego_226049-1–1-d.html

Chmurka tagów