Posts tagged ‘nadzieja’

Motyl i skafander- dziś w TVP a my polecamy ksiązkę !

Drodzy czytelnicy,

Pamiętacie książkę ” Skafander i motyl” Jean-Dominique Bauby? Kto z Was czytał?
Dla tych co nie czytali to taki telegraficzny skrót w punktach:

1. Jedna chwila- wylew krwi do mózg i  pełen życia i energii mężczyzna zostaje zamknięty we własnym ciele jak w skafandrze.
2. Jedyna część ciała która pozwala mu porozumiewać się ze światem to powieka, tylko ona jest sprawna reszta ciała jest sparaliżowana.
3. Dzięki tej powiece, wybierając litery napisał książkę, niezwykle poruszającą książkę. Coś co daje dużo do myślenia, o życiu, o losie, o duszy.

A dziś wieczorem TVP 2 o 22.30 wyświetli film na podstawie tej książki.
Motyl i skafander
(Le scaphandre et le papillon)
120 min, Film biograficzny, USA/ Francja 2007

Może właśnie po zobaczeniu tego filmu uznacie że warto zapoznać się z tą książką

POLECAMY !!!

Reklamy

„Oskar i Pani Róża”

Przeglądając biblioteczkę w poszukiwaniu tytułu do kolejnej notki na tym blogu przypomniało nam się że już dawno powinnyśmy przecież napisać o książce „Oskar i Pani Róża”.

Znacie? Czytaliście? A może oglądaliście sztukę teatralną?

Poruszyła Was ta historia? Pomogła?
Piszcie, czekamy na Wasze przemyślenia…

„Tytułowy Oskar to chłopiec, który ma za sobą przeszczep szpiku kostnego, niestety nieudany.
Zachęcony przez Panią Różę, starszą kobietę, wolontariuszkę, zaczyna pisać listy do Pana Boga.

Każdy kolejny rozdział jest opowieścią o tym, jak upłynął mu kolejny dzień czyli kolejne lata życia. Bo Oskar umówił się ze swoją przyjaciółką, że każdy dzień, który mu pozostał to jakby 10 lat zdrowego człowieka.
Czytelnik towarzyszy chłopcu kilka dni przed tym jak jego rodzice dowiedzieli się, że jest on umierający i przez dwanaście dni kolejnych, które mu pozostają.”

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/szanowny_panie_boze_oskara_rozmowy_z_bogiem_89009-1–1-d.html

„Przeżyłem sowiecki łagr”. Książka dająca nadzieje

Dziś przedstawiamy Wam kolejną lektura którą śmiało można nazwać „Książką z nadzieją” to „Przeżyłem sowieckie łagry. Wspomnienia” ks. Józefa Hermanowicza MIC. Nadzieja

Czytając tą książkę przenosimy się do „komunistycznego piekła”, widzimy ogrom cierpienia i niedoli. Ale książka nie jest tylko przekazem smutku, gdyż jest również pełna nadziei na lepsze jutro i zachęca do powierzenia siebie Opatrzności Bożej. W tej pozycji nie są przedstawione tylko suche fakty historyczne, to jest raczej opowiadanie o życiu i o ludziach.

W swoim opowiadaniu ksiądz przybliża nam jasną stronę życia w sowieckich obozach, docenia każdą drobną rzecz, która go spotyka i nie zapomina też o tym aby w książce podziękować osobom, które wywarły na jego życiu i pobycie w obozach pozytywny wpływ. Dziękuje choćby za podzielenie się kromką chleba, mimo, że ta druga osoba nie miała za wiele jej dla siebie.

Pozycji w tej tematyce na rynku jest wiele, jednak wspomnienia księdza są inne, wyjątkowe. Przedstawia nam realia panujące w łagrach, ale językiem pełnym humoru. W książce opisane jest jak traktowani byli tam więźniowie i w jakich warunkach żyli. To przeraża i zadziwia. I wydaje się niemożliwe, że można coś takiego przeżyć. A jednak – można, dzięki wierze.

To nie jest zwykła książka. To książka o nadziei, o tym że mimo trudności można wszystko przetrwać a pomaga w tym wiara w Boga.

Recenzja w całości pod adresem:

Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu

Anioły. Istoty, które nie posiadają ciała i już dawno temu miały szansę opowiedzieć się czy to po stronie Boga, czy po stronie Szatana. Zrobiły to raz, ostatecznie. Te, które wybrały Boga, trwają przed Jego obliczem, karmią Jego miłością… i zazdroszczą człowiekowi tego, że może cierpieć oraz przystępować do Komunii Świętej.

Do refleksji nad aniołami i nad życiem skłonił mnie dzisiejszy psalm (Ps 138,1-5). Już sam refren mówi o nastroju towarzyszącym jego autorowi: „Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu”. Wobec aniołów, czyli tych, którzy na co dzień bezpośrednio i, można rzec, „namacalnie” komunikują się z Bogiem.

Psalm ten jest jednym z psalmów pozytywnie podsumowujących doświadczenia śpiewającego.

„Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich,
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię za łaskę Twoją i wierność,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twoje imię i obietnice.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.

Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich,
i będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.”

Człowiek, który był w trudnej sytuacji, jakichś ciemnościach, chwali Boga za to, że ten go usłyszał i wysłuchał, pomógł. Jednak ta pomoc przekroczyła najśmielsze oczekiwania autora. Jeśli inni maja o tym usłyszeć i również wychwalać Boga sprawa musi być znacząca. W końcu jeśli ktoś cieszy się z byle czego raczej nie jesteśmy skłonni cieszyć się razem z nim. Skoro jednak ci królowie mają „opiewać drogi Pana” musiało się stać coś naprawdę mocnego. Coś, co nie tylko dla autora, ale i dla innych stanowi znaczący punkt odniesienia.

Skoro wysłuchał autora, czemu ma i mnie nie wysłuchać, myślę sobie. I podobnie zaskoczyć. Z takimi niespodziankami jest tak, że do samego końca nie można ich przewidzieć. Do ostatniej możliwej chwili życie przypomina poligon, tudzież przydomowy ogródek w czasie zmian. A potem człowiek budzi się pewnego dnia i nagle widzi piękny ogród. Znikają narzędzia ogrodnicze, a wszystko jest ładnie posadzone. Prawie jak w amerykańskim serialu, w którym twórcy odbudowują domy w tydzień.

Chwilę miłego zaskoczenia, po której następuje gorliwe uwielbienie Boga, poprzedzają tygodnie, miesiące, czasem lata cierpienia. Trudności. Ciemności. Czas, w którym człowiek mocuje się niejako z Bogiem. On daje łaski, człowiek zaś niejako w odpowiedzi na te łaski pracuje nad sobą, rozwija się duchowo, stara się wyjść ponad swoje ograniczenia. W pewnym momencie, gdy traci siły i wiarę, zostaje mu modlitwa i praca. Wytrwałe trwanie przy Bogu oraz codzienny wysiłek, by zmieniać się, by nie zmarnować czasu próby, przy okazji zaś normalnie funkcjonować.

Jest wiele sytuacji w życiu, w których można „spasować”. Kiedy ktoś traktuje nas nieuczciwie, można zrezygnować z warunków, które nam narzuca i wycofać się z biznesu. Można zmienić pracę, zerwać kontakty, wyprowadzić się z domu, a przynajmniej nie rozmawiać i nocować jak często się da poza domem. Jest wiele rozwiązań w wielu sytuacjach, jednak są takie, które wymagają trwania.

Ja jeszcze jestem na etapie trudności. Co dla mnie najsmutniejsze, nie mogę od nich uciec, wycofać się. Nie mam jak. Mogę oczywiście zlekceważyć rady lekarzy i zrezygnować z leczenia, które sprawia mi wiele psychicznego bólu i dyskomfortu. Mogę. Tylko, że nie byłoby to najrozsądniejsze. Grozi powtórką. Proste. Więc dalej trwam.

Ten fragment Pisma Świętego przypomina mi o tym, że mogę mieć nadzieję na to, że niedługo będę śpiewać równie radosne słowa. Że i w moim wypadku możliwa jest tak radykalnie pozytywna zmiana w życiu.

***

Aniołowie też nam pomagają na tej trasie. Śmiem twierdzić, że bez ich troski, przez którą objawia się Boża troska, byśmy daleko nie zajechali. Ja niestety – z przykrością o tym piszę – o moim Aniele Stróżu przypominam sobie zwykle, jak mam biznes do niego. Wierzę jednak, że nie jest na mnie za to aż tak zły. W końcu trudno jest pamiętać o kimś, kogo rola jest cicha i niepozorna, kogo nie widzi się fizycznie, oczami, na co dzień. Tym bardziej, że anioły mają nas prowadzić do Boga – to On jest w tym wszystkim najważniejszy.

Dobrze jednak, że mają one swoje święto. Dzięki temu możemy sobie o nich przypomnieć. I pobyć choć jeden dzień w świadomości bycia razem.

Piszemy bajki z nadzieją i wygrywamy książki z „Charakterami”?

Drodzy czytelnicy,

Na stronach tego bloga chcemy pokazywać ciekawe inicjatywy i wydarzenia związane z rzeczami dającymi nadzieję.

Czasopismo „Charaktery” zaproponowało konkurs na bajkę. Bo przecież każdy z nas kiedyś tam wymyślał historię, bajki, opowiadania. I pewnie duża część tych osób do dziś to robi. Może warto to pokazać szerszej publiczności?

Spisujcie Wasze wspólne próby i przysyłajcie je do Wydawnictwa Charaktery: ul. Paderewskiego 40, 25-502 Kielce; e-mail: charaktery@charaktery.com.pl lub bajka@charaktery.com.pl. Możecie je ilustrować albo nie – jak uważacie. Najlepsze opublikujemy na naszej stronie internetowej, a ich autorów nagrodzimy książkami (a może uda nam się wspólnymi siłami przygotować zbiór tych prac?).

 http://www.charaktery.eu/bajki_konkursy/5556/Czytanie-bajanie-KONKURS/

Cierpienie, które zbliża do Boga

Wyobraź sobie, że nic w Twoim życiu nie jest pewne. Że przeżycie kolejnego dnia staje pod znakiem zapytania. Szpital okazuje się być drugim domem, a wyjście z niego jest jak dawno wyczekiwane wakacje. Jednak nawet zakończenie konkretnego etapu leczenia nie daje pewności, że niedługo choroba nie wróci. A miało być tak pięknie…

Mary McDonnel wyszła za mąż za Seana w wieku 24 lat. Młodzi małżonkowie mieli przed sobą całe życie, które już od początku zapowiadało się cudownie. Oszczędzali na dom, który po zakupie wspólnie remontowali i meblowali. Wszystko odbywało się w atmosferze radości. W końcu, jak pisze autorka „skoro ciężko pracujesz, czy nie zasługujesz na nagrodę?”. Jednak niedługo już mieli przekonać się, jak bardzo nieprzewidywalne potrafi być życie.

Kilka tygodni po ślubie Mary zaszła w ciążę. Jednak piękny czas oczekiwania przerwała choroba – ostra białaczka limfatyczna. Od tego momentu życie jej i jej męża wypełniło ogromne cierpienie, które co jakiś czas wracało i wywracało znowu ich życie. W większości sytuacji winowajcą był rak.” (fragment recenzji z portalu Zaczytaj się!, http://zaczytajsie.pl/?p=1845&preview=true)

Ta książka już od pierwszych stron zaintrygowała mnie. Mary od lat mogłaby zamknąć się w sobie i zgorzknieć pod wpływem swoich przeżyć. W końcu ile można żyć w niepewności, na krawędzi? Ile razy można wracać z kolejnymi formami nowotworu do szpitala? Ile człowiek może znieść? Okazuje się, że mając obok siebie życzliwych ludzi oraz wierząc w Boga można przejść wiele, przy okazji zaś wyciągnąć z trudności największą naukę, jaką mogą dać – warto cieszyć się chwilą i żyć tym dniem, który jest dziś. Nie w przeszłości, nie w przyszłości, ale dzisiaj. Oczywiście – warto planować różne rzeczy czy wspominać dobre chwile, ale najważniejsze jest, by nie wybiegać za bardzo w przód czy uciekać w tył.

Wracam do tej książki w ciężkich chwilach, gdy mi samej brakuje sił. Pokazuje mi ona, że nawet w najtrudniejszych chwilach należy pamiętać, że trudności to jedna strona medalu, a drugą jest życie, które w swojej istocie jest piękne. I nawet będąc w tak trudnej sytuacji – leżąc w szpitalu – można się nim cieszyć. Przynajmniej zaś mieć nadzieję, że trudności przeminą i nadejdą lepsze dni.

Po lekturze dochodzę do wniosku, że trudno jest współczuć autorce. Ją cierpienie nauczyło inaczej patrzeć na życie, dzięki czemu jest szczęśliwa. W życiu każdy z nas cierpiał, cierpi i cierpieć będzie, jednak ważne jest, co my z tym cierpieniem zrobimy. Opowieść Mary daje inspirację do zmian i motywację do tego, by wytrwać. I dlatego też ta książka moim zdaniem zasługuje na miano „Książki z nadzieją”.

Mary McDonnell, „Rak, modlitwa i ocalenie”. Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2011. ss. 120, ISBN: 978-83-7354-398-0

„68 pokojów” Marianne Malone

Witajcie,

 

Przypominamy Wam że w portalu społecznościowym Facebook nasza akcja ma swój profil. I właśnie z tego profilu pochodzi wpis- recenzja kolejnej książki „68 pokojów” Marianne Malone autorstwa Yenni- Marysi, czyli jednej z członkiń naszego profilu.

Marysia pisze tak o książce:

„„68 pokojów” Marianne Malone to magiczna opowieść o przyjaźni, przygodzie i marzeniach, które snujemy jako dzieci i które blakną w naszej pamięci, gdy dorastamy, ale w pewnych szczególnych sytuacjach można je odświeżyć.

Pokoje Pani Thorne to przepiękna wystawa miniaturowych wnętrz, o wysokim stopniu realizmu. Główna bohaterka historii, Ruthie, jest zafascynowana ekspozycją, oglądając ją po raz pierwszy. Bez końca podziwia wykwintne francuskie wnętrza z początków XIX wieku, jest również zachwycona domami pierwszych osadników amerykańskich. Marzy, by jak Alicja zmniejszyć się i zwiedzić te kunsztowne wnętrza. Ciąg zbiegów okoliczności sprawia, że do jej rąk trafia magiczny klucz i Ruthie może spełnić swoje pragnienia. Nie sama, lecz ze swoim najlepszym kolegą, Jackiem. Może nie wszystkie ich poczynania wydają się godne naśladowania (okłamują rodziców, by zostać na noc w pustym muzeum), ale dzięki swojej determinacji i pomysłowości przeżywają wiele przygód w różnych epokach w ciągu zaledwie tej jednej nocy. Przy okazji udaje im się zmienić losy pewnej młodej Francuzki, zainteresować zjawiskiem elektryczności przyszłego amerykańskiego wynalazcę…

Oprócz tej magii miniaturowego świata w powieści znajdziemy też problemy dnia codziennego: Jackowi i jego mamie grozi eksmisja a pewien znany fotografik nie może dojść do siebie po tragedii rodzinnej. Jednak wszystkie te trudności udaje się naszym bohaterom pokonać i w rezultacie mamy szczęśliwe zakończenie. Czy to jednak na pewno koniec magii działającej w tych miniaturowych wnętrzach? Przecież w każdej chwili ktoś inny może znaleźć czarodziejski klucz…”

Piękna opowieść, prawda?

 

Czekamy na Wasze propozycje książek, cytatów, spostrzeżeń… I wszystkiego co Waszym zdaniem daje nadzieję.

 

Chmurka tagów