Archive for the ‘Biblia pisana nadzieją’ Category

Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu

Anioły. Istoty, które nie posiadają ciała i już dawno temu miały szansę opowiedzieć się czy to po stronie Boga, czy po stronie Szatana. Zrobiły to raz, ostatecznie. Te, które wybrały Boga, trwają przed Jego obliczem, karmią Jego miłością… i zazdroszczą człowiekowi tego, że może cierpieć oraz przystępować do Komunii Świętej.

Do refleksji nad aniołami i nad życiem skłonił mnie dzisiejszy psalm (Ps 138,1-5). Już sam refren mówi o nastroju towarzyszącym jego autorowi: „Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu”. Wobec aniołów, czyli tych, którzy na co dzień bezpośrednio i, można rzec, „namacalnie” komunikują się z Bogiem.

Psalm ten jest jednym z psalmów pozytywnie podsumowujących doświadczenia śpiewającego.

„Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich,
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię za łaskę Twoją i wierność,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twoje imię i obietnice.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.

Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich,
i będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.”

Człowiek, który był w trudnej sytuacji, jakichś ciemnościach, chwali Boga za to, że ten go usłyszał i wysłuchał, pomógł. Jednak ta pomoc przekroczyła najśmielsze oczekiwania autora. Jeśli inni maja o tym usłyszeć i również wychwalać Boga sprawa musi być znacząca. W końcu jeśli ktoś cieszy się z byle czego raczej nie jesteśmy skłonni cieszyć się razem z nim. Skoro jednak ci królowie mają „opiewać drogi Pana” musiało się stać coś naprawdę mocnego. Coś, co nie tylko dla autora, ale i dla innych stanowi znaczący punkt odniesienia.

Skoro wysłuchał autora, czemu ma i mnie nie wysłuchać, myślę sobie. I podobnie zaskoczyć. Z takimi niespodziankami jest tak, że do samego końca nie można ich przewidzieć. Do ostatniej możliwej chwili życie przypomina poligon, tudzież przydomowy ogródek w czasie zmian. A potem człowiek budzi się pewnego dnia i nagle widzi piękny ogród. Znikają narzędzia ogrodnicze, a wszystko jest ładnie posadzone. Prawie jak w amerykańskim serialu, w którym twórcy odbudowują domy w tydzień.

Chwilę miłego zaskoczenia, po której następuje gorliwe uwielbienie Boga, poprzedzają tygodnie, miesiące, czasem lata cierpienia. Trudności. Ciemności. Czas, w którym człowiek mocuje się niejako z Bogiem. On daje łaski, człowiek zaś niejako w odpowiedzi na te łaski pracuje nad sobą, rozwija się duchowo, stara się wyjść ponad swoje ograniczenia. W pewnym momencie, gdy traci siły i wiarę, zostaje mu modlitwa i praca. Wytrwałe trwanie przy Bogu oraz codzienny wysiłek, by zmieniać się, by nie zmarnować czasu próby, przy okazji zaś normalnie funkcjonować.

Jest wiele sytuacji w życiu, w których można „spasować”. Kiedy ktoś traktuje nas nieuczciwie, można zrezygnować z warunków, które nam narzuca i wycofać się z biznesu. Można zmienić pracę, zerwać kontakty, wyprowadzić się z domu, a przynajmniej nie rozmawiać i nocować jak często się da poza domem. Jest wiele rozwiązań w wielu sytuacjach, jednak są takie, które wymagają trwania.

Ja jeszcze jestem na etapie trudności. Co dla mnie najsmutniejsze, nie mogę od nich uciec, wycofać się. Nie mam jak. Mogę oczywiście zlekceważyć rady lekarzy i zrezygnować z leczenia, które sprawia mi wiele psychicznego bólu i dyskomfortu. Mogę. Tylko, że nie byłoby to najrozsądniejsze. Grozi powtórką. Proste. Więc dalej trwam.

Ten fragment Pisma Świętego przypomina mi o tym, że mogę mieć nadzieję na to, że niedługo będę śpiewać równie radosne słowa. Że i w moim wypadku możliwa jest tak radykalnie pozytywna zmiana w życiu.

***

Aniołowie też nam pomagają na tej trasie. Śmiem twierdzić, że bez ich troski, przez którą objawia się Boża troska, byśmy daleko nie zajechali. Ja niestety – z przykrością o tym piszę – o moim Aniele Stróżu przypominam sobie zwykle, jak mam biznes do niego. Wierzę jednak, że nie jest na mnie za to aż tak zły. W końcu trudno jest pamiętać o kimś, kogo rola jest cicha i niepozorna, kogo nie widzi się fizycznie, oczami, na co dzień. Tym bardziej, że anioły mają nas prowadzić do Boga – to On jest w tym wszystkim najważniejszy.

Dobrze jednak, że mają one swoje święto. Dzięki temu możemy sobie o nich przypomnieć. I pobyć choć jeden dzień w świadomości bycia razem.

Reklamy

Grzechy zapomniane

Poszłam niedawno do spowiedzi. Wypadało, w końcu już minęło ponad półtora miesiąca, a ze względu na zbliżający się pobyt w szpitalu lepiej było się wyspowiadać niż nie wyspowiadać. Podeszłam do konfesjonału, powiedziałam co trzeba, usłyszałam kilka pobożnych frazesów i wyszłam. Jakież było moje zaskoczenie, gdy akurat w momencie, gdy odchodziłam od kratek organista śpiewał:

Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość,/ którego grzech został puszczony w niepamięć. /Szczęśliwy człowiek, /któremu Pan nie poczytuje winy, /w którego duszy nie kryje się podstęp. (Ps 32, 1-2)

No cóż, nieprawość… Człowiek dąży do świętości, a nie jest świętym, więc czasem noga mu się podwinie. Bywa. Po to jest spowiedź, by te grzechy i grzeszki szczerze wyznać i z konfesjonału wyjść już czystym, z dodatkową łaską i świadomością przebaczenia danego od Boga. Tyle teoria.

Długo się zastanawiałam (i ciągle się zastanawiam!) po co jest spowiedź. Czasem wydaje mi się nawet, że więcej duchowej korzyści wyciągnęłabym z rozmowy z mądrym księdzem czy oczytanym teologiem, który różne kwestie przemyślał, bądź ze znajomym, który coś w życiu przeżył, niż z tych kilku słów, które kapłan mówi w pośpiechu na chybił trafił wierząc, ze trafi dobrze. No ale spowiedź nie jest dyskusją, lecz bezdyskusyjnym wyznaniem grzechów przed Bogiem. O fakcie popełnienia grzechu raczej się nie dyskutuje, choć po spowiedzi, a czasem nawet w trakcie, warto porozmawiać o tym, jak grzechu unikać.

Póki milczałem, schnęły kości moje, / wśród codziennych mych jęków. / Bo dniem i nocą ciążyła / nade mną Twa ręka, / język mój ustawał / jak w letnich upałach. (Ps 32, 3-4)

Jak to jest z tym poczuciem winy? Zdarza się, że w życiu noga się nam podwinie nieco bardziej niż zwykle. Zamiast poczucia pewnego dyskomfortu z powodu przeklinania jest poczucie, że się zawaliło sprawę na całej linii. Ktoś został przez nas zraniony, doznał uszczerbku na zdrowiu. Różne rzeczy się w życiu dzieją. I co wtedy?

Jeśli ktoś ma sumienie uśpione, albo czyste, bo nieużywane, raczej się nie przejmie. Akurat w przypisywaniu winy innym ludziom bądź okolicznościom jesteśmy mistrzami. Kiedy jednak ktoś stara się być lepszym człowiekiem każdego dnia, takie potknięcie może zaboleć. W końcu – rozumujemy – skoro jesteśmy tacy dobrzy, to czemu tak zareagowaliśmy, postąpiliśmy lekkomyślnie? Naturalnym mechanizmem obrony zdaje się być stwierdzenie – to nie moja wina. Naturalnym, ale nie najlepszym. Odsunięcie od siebie winy ma być sposobem na pozostanie w dobrostanie duchowym. Tymczasem okazuje się, że nieprzyznanie się przed samym sobą do własnej niedoskonałości nie pozwala na duchowy wzrost. No bo po co poprawiać coś, skoro w naszym mniemaniu wszystko jest w porządku?

Po to jest właśnie spowiedź. Żeby nie milczeć. Żeby przed Bogiem wyznać: coś jest nie tak. Bo my, niestety, czasem – z różnych powodów – nie potrafimy przebaczyć sobie sami. Trudno jest przyjąć, że moje długotrwałe starania nie dają efektów. Powiedzenie tego Bogu, czy wyznanie grzechu, który żałujemy przez rozum – pozwala otworzyć się na łaskę. Bóg przez sakrament pokuty i pojednania działa. Bez jakichś specjalnych fajerwerków, umacnia i sprawia, że odchodząc od kratek mamy dodatkowy zastrzyk energii i motywację, by walczyć dalej.

Grzech mój wyznałem Tobie / i nie ukryłem mej winy. / Rzekłem: «Wyznaję nieprawość moją wobec Pana», / a Tyś darował winę mego grzechu. (Ps 32, 5)

Co daje wyznanie winy? Pogłębienie relacji z Bogiem. Pokazanie, ze traktujemy Go na poważnie, potrafimy się przyznać do błędu. I prosić o pomoc. To brzmi może jak drobiazg, ale przychodzenie do Boga wyłącznie po to by coś nam DAŁ przypomina wysyłanie rodzicom kartki z wakacji: „kochane pieniążki przyślijcie rodzice”. Relację buduje się w dobrych i złych chwilach, dzieląc się tym, co nas cieszy bądź smuci w rozmowach (modlitwie) i przepraszając za to, że nawaliliśmy (rachunek sumienia, spowiedź). Takie proszenie tylko wtedy, kiedy czegoś trzeba, zdaje się być pewnym nietaktem wobec Kogoś, kto chce z nami nawiązać więź.

Toteż każdy wierny będzie się modlił do Ciebie / w czasie potrzeby. / Choćby nawet fale wód uderzały, / jego nie dosięgną. / Tyś dla mnie ucieczką: / z ucisku mnie wyrwiesz, / otoczysz mnie radościami ocalenia. (Ps 32, 6-7)

Nie ma pomocy bez relacji. Nie ma prowadzenia przez Boga bez relacji. Bóg działa w różnych sytuacjach, czyni dobro również dla tych, którzy w Niego nie wierzą, natomiast kształtowanie człowieka przez Boga może się odbyć jedynie za jego wiedzą i zgodą.

Relacja z Bogiem pozwala nabrać nieco pewności w życiu codziennym. Nie jesteśmy skazani na cierpienie, zamiast tego są próby. W efekcie duchowego rozwoju znika strach, a pojawia się zaufanie do Boga. Wykonywanie codziennych prac staje się modlitwą. To wszystko sprawia, że w tym szalonym, niestabilnym świecie zyskujemy nieco stabilności duchowej. I choć dookoła będzie szalał wiatr, lał deszcz, my będziemy siedzieć w oku cyklonu spokojni, że sytuacja prędzej czy później się ustabilizuje.

«Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz; / umocnię moje spojrzenie na tobie. / Nie bądźcie bez rozumu niczym koń i muł: / tylko wędzidłem i uzdą można je okiełznać, / nie zbliżą się inaczej do ciebie» (Ps 32,8-9)

To mówi Pan: nie bądź uparty, ponieważ upartych ludzi trzeba „trzymać krótko”. Jak młody człowiek raz czy drugi nie wróci do domu na umówioną porę rodziciele dają mu szlaban. Jeśli zaś dziecko wie, że rodzice mają konkretne wymagania, ale stara się zrozumieć dlaczego i ewentualnie negocjować, nie musi być traktowane tak ostro. Wie, że oni chcą dla niego dobrze, więc wróci o czasie.

Pomiędzy nami a Bogiem jest podobna relacja jak pomiędzy dojrzałym rodzicem a zbuntowanym nastolatkiem. Można unosić się honorem, można w ogóle nie rozmawiać a można budować relację, która będzie oparciem w najgorszych chwilach.

Liczne są boleści grzesznika, / lecz łaska ogarnia ufających Panu. / Cieszcie się sprawiedliwi i weselcie w Panu, / wszyscy o prawym sercu, wznoście radosne okrzyki! (Ps 32, 10-11)

„Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły”, śpiewamy w jednej z religijnych pieśni. Idąc z Bogiem, nie pozostaniemy nigdy bez pomocy, nawet w najgorszych chwilach życia. Przynajmniej On będzie.

I tylko zastanawia mnie, kto zasługuje na miano sprawiedliwego? Sprawiedliwy to ten, który idzie za Bogiem i stara się żyć Jego wolą. Nie odpowiada to powszechnej definicji, ale pasuje do Biblii. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” czytamy w Liście do Rzymian (Rz 8, 31). Będąc w gronie sprawiedliwych, nie mamy się czego bać.

Miłość jest…

Choć walentynki są już za nami, przyjrzymy się miłości. Może nawet lepiej, że dopiero teraz, gdy opadły już emocje, a i szał na pączki powoli wygasa, ponieważ miłość, o której będziemy dziś czytać, to nie emocje, tylko rzeczywistość. Czasem szara i trudna, innym razem piękna i kolorowa, ale rzeczywistość.

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.” (1 Kor 13, 1-3)

Kto nie chciałby się zakochać? Kto nie chciałby poczuć, że jest dla kogoś ważny, najważniejszy na świecie? Ale miłość to nie tylko takie przyjemne myśli w głowie i uczucia. To jest też poczucie, że jesteśmy komuś potrzebni do życia. Że bez nas to życie byłoby inne, mniej kolorowe, choć wciąż pełne barw. Wciąż by smakowało, choć nie tak dobrze, jak z ukochaną osobą.

Dlaczego jednak aż – „byłbym niczym”? Spytajcie świeżo zakochanych – oni najlepiej wam odpowiedzą, ponieważ to bardzo dobrze czują. Są na bieżąco. Ci z dłuższym stażem będą tylko tajemniczo się uśmiechali.

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy. (1 Kor 13, 4-9).

Piękna jest taka miłość. Miłość w pełni. Jest to z jednej strony program dla nas, aby kochać tak ukochaną osobę, ale również uczyć się kochać tak innych. Z drugiej strony jest to Miłość, którą darzy nas Bóg.

Ten „program idealnej miłości” może wydawać się trudny. Nie chodzi jednak o to, by dążyć do niej za wszelką cenę, lecz by odkrywać tą miłość w sobie i ukochanej osobie na co dzień. Prawdziwe uczucie potrafi zmotywować człowieka do stawania się lepszym z dnia na dzień. Uczucie budzi nadzieję, że kiedyś też będziemy tak pięknie kochać.

„Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.” (1 Kor 13, 10-11)

Miłość to proces, to zmiany. Kształtują ją nasze doświadczenia, dorastanie fizyczne i duchowe. W miłości bez ciągłego wzrostu daleko się nie zajdzie. Można stanąć w miejscu, ale czas płynie, a życie idzie do przodu. Miłość, która nie ulega zmianom, nie dorasta, zaczyna stygnąć, a w pewnej chwili może wygasnąć. Może również zatrzymać się na etapie, kiedy „ja” jest ważniejsze niż „ty”, niż „my”. Wtedy trudno jest mówić o prawdziwej miłości, czyli takiej, która jest w ciągłym ruchu, w trakcie procesu ciągłego doskonalenia.

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.” (1 Kor 13, 12)

Nie da się wszystkiego osiągnąć na ziemi. Tutaj widzimy tylko część tego, kim w rzeczywistości jesteśmy. Możemy dążyć do prawdziwej miłości, ale raczej nie uda nam się jej osiągnąć tutaj, chyba że z pomocą Boga, dzięki Jego specjalnej łasce. Nasze wysiłki jednak są bardzo ważne – bez nich nie możemy kształtować się w boju, po to, by za jakiś czas – po drugiej stronie – przyjrzeć się efektom naszej pracy. A dokładniej, zobaczyć, jak przygotowaliśmy się na spotkanie z Bogiem.

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.” (1 Kor 13, 13)

Wiara przeminie, nadzieja się spełni. Zostanie miłość 🙂 Udanego wieczoru!

Biblia pisana nadzieją

Nie czytam Biblii codziennie, choć zaglądam do niej bardzo często. Szczególnie wtedy, gdy jest mi źle i szukam pociechy. Generalnie Pismo Święte uznawane jest za książkę, na której kartach znajdziemy wiele życiowych mądrości. Dla wielu jest dziełem o wartości historycznej, literackiej, dla nieco mniejszego grona – ale wciąż szerokiego – jest zbiorem natchnionych pism, których autorzy wsłuchiwali się w głos Boży. W efekcie powstał zapis, łączący realia epoki oraz natchnienie Ducha Świętego. Dzięki Niemu Biblia do tej pory dla wierzących jest tekstem aktualnym, z którego mogą czerpać natchnienie do codziennej walki.

Cykl „Biblia pisana nadzieją” będzie poszukiwaniem właśnie tych fragmentów, które mogą obudzić nadzieję, przy okazji zaś pewnego rodzaju tłumaczeniem różnych kwestii z języka kościelnego na polski. Trudno by mi było oderwać słowa Biblii od tradycji Kościoła. Czasem będzie więcej przemyśleń, innym razem będę się odwoływać do wiedzy tych, którzy w temacie Biblii siedzą od lat. Moim celem jest przybliżenie refleksji osoby, która po prostu stara się inspirować na co dzień tym, co znajduje w Piśmie Świętym.

Zapraszam do lektury każdego zainteresowanego Biblią. Jej fragmenty będą punktem wyjścia do rozważań, które mogą pomóc w dostrzeżeniu w niej czegoś więcej, niż tylko książki, którą można wyjąć raz w roku na czas kolędy. Albo wziąć na bezludna wyspę. Myślę, że również osoby raczej sceptycznie nastawione znajdą coś dla siebie. Może zobaczą, że szukanie w Biblii pociechy nie jest takim zabobonem, jak się czasem ludziom wydaje?…

Natalia Świt

Chmurka tagów