Archive for the ‘Artykuły’ Category

Szlakiem poezji Księdza Jana Twardowskiego

Witajcie,

Wpisy Natalii Świt bardzo się Wam spodobały. W podobnym tonie o twórczości księdza Twardowskiego pisze Iwa. Tekst ten pierwotnie ukazał się w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego wiadomosci24.pl.

Iwa pisze tak:

Kiedyś miałam napisać o mojej książce z nadzieją, długo się zastanawiałam, bo sporo ich w życiu przeczytałam. Jednakże wybrałam ogólnie poezję Księdza Jana Twardowskiego. Później wiele się zastanawiałam, czego owocem jest ten artykuł.

Bardzo lubię czytać poezję, jednak od zawsze uważam, że tomik z wierszami, to nie jest książka do przeczytania jednym tchem. Kiedy mam nastrój, czas, poczucie, że chcę marzyć, porozmyślać to sięgam po wiersze. Dobra poezja, to tak jak syte jedzenie, nie można jej przeczytać dużo – wiersz, kilka wierszy, lub nawet wersów i wystarczy, by nasycić duszę. Kiedyś w prezencie dostałam tomki poezji Księdza Jana Twardowskiego. Małolata wtedy byłam, więc wrzuciłam w kąt i się nim nie interesowałam.
Lecz po jakimś czasie, kiedy to zaczęłam wczytywać się w różne wiersze – polubiłam bardzo poezję Księdza Jana. Bardzo dobrze się czuję, czytając i rozważając nad jego wierszami.
Poeta pisze o wszystkim, co dotyczy ludzkiego życia. Nie boi się pisać o złu, smutku, ale w każdym z wierszy zawsze też traktuje o miłości do ludzi i do Boga A skoro jest miłość i Bóg to i jest nadzieja.
Ja owszem jestem praktykującą katoliczką i wszelką nadzieję czy to na lepsze jutro, czy w złej doli pokładam w Bogu. Wiem, że są też inne wyznania, ale przecież tak naprawdę jest jeden Bóg, do którego modlimy się z nadzieją o wysłuchanie i spełnienie naszych próśb ale też o wybaczenie grzechów.

„Nie płacz w liście
Nie mów, że los ciebie kopnął
Ne ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka – otwiera okno…

Tutaj właśnie wyraźnie można zauważyć, że poeta pisze o nadziei, pociesza, że zawsze z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, że zawsze znajdzie się jakiś klucz, którym można sprawę rozwiązać. Po za tym ostrzega, że życie nie jest takie proste, że często szczęście rodzi się po drobnych nieszczęściach, że zawsze jest nadzieja!
Jak już wspomniałam bardzo często w wierszach księdza Jana poruszany jest temat miłości, czystego i pięknego uczucia do Pana Boga.

„Boże
Boże którego nie widzę
A kiedyś zobaczę
Przychodzę bezrobotny
Przystaję w ogonku
I proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę”

I jeszcze jeden:

„…A Bóg
chodzi jak po Tatrach w niebie
tak wszechmogący, że nie stworzył siebie”

Jak już wspomniałam poezja Księdza Jana Twardowskiego traktuje o wielu sferach naszego życia. Jednak o wielu poważnych sprawach potrafi pisać w pogodny, nawet w komiczny sposób.

„Nie martw się
Nie martw się
….
magistrze, doktorze, głuptasku
nie martw się o Boga
ale o siebie”

Podam jeszcze jeden wiersz z tego gatunku:

„…
człapię po świecie jak ciężki słoń
tak duży, że nic nie rozumiem
myślę jak uklęknąć
i nie zadrzeć nosa do góry
a życie nasze jednakowo
niespokojne i malutkie”

Przez każdy z wierszy Księdza Jana przebija miłość do Boga i do człowieka. Szczególnie w tym:

„Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jak szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
by dostać nic
za wszystko …”

Nie potrafię tu wymienić wszystkiego, co zawarte w wierszach tego poety, wiem jednak, że pisał o o miłości do Boga i o miłości do ludzi. Sporo jeszcze pięknych słów napisał Ksiądz Jan, które mogłabym przytoczyć. Jednak poeta w swoich wierszach nie zapominał o tym, co nas czeka kiedy nadejdzie kres naszego życia.

Często przestrzegał nas przed końcem, prosił abyśmy byli dobrymi ludźmi, aby kiedyś, kiedy już nas nie będzie coś po nas pozostało i to nie chodzi o dobra materialne, bo te zostaną. Jednak nie one są najważniejsze, lecz wspomnienia o nas – kim byliśmy i co dobrego zrobiliśmy dla potomności. O tym bardzo wyraźnie mówi wiersz:

„Spieszmy się
Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.”

Tym smutnym akcentem kończę spacer szlakami poezji Księdza Jana Twardowskiego. Jednakże myślę sobie, że tak naprawdę to oprócz smutku jest też nadzieja, ponieważ wg Biblii, śmierć nie jest końcem, lecz bramą do życia wiecznego, lepszego. Wiemy też, że TAM u Pana kiedyś wszyscy się spotkamy i będziemy szczęśliwi.

Źródła:
http://wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/t/spis.html
http://agaludka.republika.pl/twardowski.html
http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=2&u=40
http://www.frida.alleluja.pl/tekst.php?numer=14861

Odnośnik do artykułu: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/szlakiem_poezji_ksiedza_jana_twardowskiego_226049-1–1-d.html

Pisarka Małgorzata Kalicińska o „Książce z nadzieją”

Witajcie,

O książkach z nadzieją porozmawiałyśmy z Małgorzatą Kalicińską. Przeczytajcie:

Pisarka Małgorzata Kalicińska o „Książce z nadzieją”

O akcji „Książka z nadzieją” i o książkach, które przynoszą nadzieję i dają wiarę w lepsze jutro, rozmawiamy z Małgorzatą Kalicińską – pisarką, autorką bestselleru „Dom nad rozlewiskiem”.

M.Wróbel: Czym powinna się wyróżniać książka z nadzieją?
Małgorzata Kalicińska:
Taka książka powinna „otwierać okno”, dawać świeży powiew, odkrywać jakieś zapomniane albo nieznane prawdy, albo po prostu dać radość z czytania.

Zna Pani rynek literatury, zasady panujące przy pisaniu książek: czy niektórzy autorzy piszą książki specjalnie np. o nadziei, o miłości?
Nie znam tych zasad za dobrze. Od niedawna znalazłam się w tym świecie, z resztą, czy to jest inny świat? Jedni piszą „ z serca” inni, jak śpiewał Grzegorz Ciechowski: „ta piosenka jest pisana dla pieniędzy”, a inni z jeszcze innych powodów. Jak w życiu.

A czy ma Pani swoją książkę z nadzieją, taką która pomogła pani odnaleźć nadzieję, drogę życiową albo pomogła w jakimś problemie?
Kiedy byłam dzieckiem „Dzieci z Bullerbyn” dawały mi radość z czytania, bycia z nimi, odskocznię od klasówek itp. W liceum pod koniec czytałam mistrza Wańkowicza. „Ziele na kraterze” było moim pomocniczym podręcznikiem – jak się kochać w rodzinie.

Książka Małgorzaty Domagalik i Krysi Kofty „Piranie, Harpie, Anioły” upewniła mnie w swojej słuszności – nie znoszę magla, zawiści, obgadywania, bezzasadnej nienawiści itp. Wiem że istnieją wspaniałe, mądre, ciepłe kobiety i z takimi lubię być. Ważna książka Hanny Samson „Miłość – reaktywacja” pomogła mi zrozumieć mój związek z mamą, szczególnie po jej śmierci.
I innych wiele…

Czy w pani dorobku jest książka którą nazwała by pani „Książką z nadzieją”?
Bezsprzecznie „Dom nad rozlewiskiem”, to mi dały na piśmie rzesze czytelników za co bardzo im dziękuję! „Zwyczajny facet” też jest książką z nadzieją. Poruszył ważny społecznie problem, dał wsparcie osobom krzywdzonym.

O czym czytuje książki Małgosia Kalicińska?
Teraz czytam książkę Łukasza Łuczaja „W dziką stronę”. Wciągnęła mnie i każe myśleć!

Lubię biografie, może nie Britney Spears, ale osób, które były ciekawe, mądre i miały coś ważnego do powiedzenia. Ostatnia to książka o Gustawie Holoubku. Przy Marka Greenside’a „Nigdy nie będę Francuzem, choćbym nie wiem jak się starał” uśmiałam się serdecznie.

Listy Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory wzruszały, a poezja Jeremiego – napawa piękna melancholią. Szymborska zmusza do myślenia, jest Mistrzynią słowa i krótkiej formy! Jej słuchałam na audiobooku wydanym ostatnio. Lubię jej właśnie interpretacje jej wierszy.
Niedługo znów zacznę czytać Lokomotywę, Ptasie radio i Kubusia Puchatka. Mojej wnuczce!
Życie mam tak wypełnione, że mam mało czasu na czytanie, ale dla Niej to będzie wielka frajda.

Od Autorek: O akcji można przeczytać na blogu akcji. Tam również można znaleźć linki do innych artykułów w temacie „Książki z nadzieją”.

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pisarka_malgorzata_kalicinska_o_ksiazce_z_nadzieja_181671.html

Doorg.info w naszej akcji :-) czyli tekst i nowe logo

Witajcie,

Do naszej akcji dołączają się kolejny serwis dziennikarstwa obywatelskiego http://www.doorg.info, koleżanka z tego serwisu, Małgosia Michnowicz namówiła nawet swojego kolegę i Marek Bonarski zrobił o nam logo akcji za co serdecznie chcemy podziękować 🙂

W portalu pojawił się także artykuł naszego autorstwa o tej właśnie akcji a znajdziecie go pod adresem:  http://www.doorg.info/2011/02/08/szukamy-ksiazek-z-nadzieja/ .

Zapraszamy do czytania tekstów o książkach i prezentowania swoich książek, „Książek z nadzieją”

Biblia książką z nadzieją

Witajcie,

Czy Biblia jest książką z nadzieją? Po przeczytaniu listów i komentarzy od Was, możemy zdecydowanie powiedzieć, że TAK! Przeczytajcie dlaczego.

W propozycjach do akcji „Książka z nadzieją” nie mogło zabraknąć tak ważnego dla nas, znajdującego się w prawie każdym domu, Pisma Świętego, czyli Biblii.

Sondaż GfK Euriskomówi nam, że choć fragmenty Biblii czytało 20 proc. Hiszpanów, 27 proc. Włochów, 36 proc. Anglików, 35 proc. Rosjan, 38 proc. Polaków, 75 proc. mieszkańców USA.

W akcji „Książka z nadzieją” szukamy pozycji, które tę nadzieję dają. Czytelnicy kilkakrotnie zwracali uwagę właśnie na Biblię.

– Dla mnie osobiście księgą niosącą ogromną i niezawodną nadzieję jest Biblia. Została spisana właściwie głównie po to, by wyjaśnić człowiekowi przyczyny obecnego stanu rzeczy, zarazem dając mu nadzieję na przywrócenie warunków życia, jakie pierwotnie były zamierzeniem Stwórcy ludzkości. – pisze doulos achreios.

Czytelnik podkreśla, że dokładne zapoznanie się z Pismem sprawia, że zawarta w nim nadzieja staje się nie tylko bardzo konkretna i logiczna, a przez to realna – lecz także pobudza do konkretnych działań we własnym życiu, by ziściła się w odniesieniu do własnej osoby…
Jako przykład opowieści biblijnej związanej z nadzieją i cierpieniem podaje Hioba.

W liście osoba, kryjąca się pod pseudonimem Zim, pisze o Biblii jako pięknej książce, która jest bestsellerem nieprzerwanie od dwudziestu wieków, została przetłumaczona na ponad 2000 języków i dialektów i podkreśla, że czyta ją codziennie. Zim pisze nam, że bardzo często spotyka się z głosami, że Biblia to stara księga. Autorka listu podaje argumenty, iż jest to nieprawda, gdyż właśnie ta księga porusza tak fundamentalne problemy związane z naturą Boga i człowieka. Te aspekty są niezmienne i nie ma to znaczenia, czy są to czasy Mojżesza, czy też współczesne.

W liście czytamy też argumenty o tym, że Pismo Święte nie jest pełne błędów, jak to bardzo często mówią Ci, którzy podważają jego autentyczność.

– Obliczenia naukowców (matematyków) wykazały, że Arka Noego była idealnie skonstruowana do płynięcia i przewozu ludzi i zwierząt. Ci, którzy jako kontrargument podają arkę z mitów babilońskich, muszą wiedzieć, że arka babilońska nie mogłaby w ogóle utrzymać się na wodzie. W 1947 roku odnaleziono Księgę Izajasza z I wieku – okazało się, że od dzisiejszych egzemplarzy tej księgi różni się ona tylko trzema drobnymi literówkami, zupełnie nieistotnymi dla treści. Odkrycia archeologiczne na Bliskim Wschodzie potwierdzają autentyczność opisów biblijnych. Jest to więc księga, której można zaufać – widać, że czytelniczka bardzo dobrze zna Pismo Święte i jego historię.

Bardzo pięknie kończy list: – Biblia jest Słowem, które mnie pociesza, buduje i pozwala lepiej poznać Tego, który mnie zbawił i kocha najmocniej, jak tylko można sobie wyobrazić. To list miłosny od Pana Boga do mnie, do Ciebie, do nas wszystkich.”

Wiadomosci24.pl

Czytelnicy proponują książki w ramach Akcji „Książka z nadzieją”

Nasza akcja „Książka z nadzieją” była strzałem w dziesiątkę. Poprzez blog oraz pocztę dostałyśmy kilka propozycji książek, które zdaniem czytelników idealnie wpisują się w idee kampanii. A oto i one.

Na blog napisała dziewczyna podpisująca się pseudonimem Wetka:
„Wg mnie do „książek z nadzieją” można zaliczyć wspaniałą, wzruszającą powieść Billie Letts „Tu, gdzie jest serce”. Opowiada ona o dziewczynie w ciąży, porzuconej przez swojego chłopaka. Książka jest pełna ciepła i nadziei. I uświadamia nam, że są jednak jeszcze na świecie wartościowi ludzie, którzy są gotowi pomagać innym. Naprawdę polecam przeczytać tę książeczkę, zwłaszcza wtedy, kiedy przeżywamy chwile zwątpienia w ludzkie dobro.”

Książką, która często jest proponowana przez was do miana wyjątkowej, jest publikacja „Ono” Doroty Terakowskiej.

Margit, oprócz tej książki, proponuje również „Każdy ma swoje Kilimandżaro” i pisze, że ta książka ją wzruszyła: „Płakałam przy niej, książka dodała mi sił i była oczyszczająca, pełna nadziei. Polecam ją każdemu, kto nie może poradzić sobie ze swoimi słabościami”.

Przychodzą też listy mailowe np. Klaudia17 napisała o dwóch książkach. Pierwszą, jaką wymieniła, jest „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna. Klaudia pisze: „Ta książka ma w sobie niesamowity klimat..potrafi oderwać człowieka od rzeczywistości i tym samym pozwala zapomnieć o dręczących nas problemach i troskach. Nie będę jej streszczać, bo tej książki nie da się opisać w kilku słowach.”

Klaudia proponuje też książkę „Alchemik” Paula Coelho i pisze o niej tak: „Szczerze mówiąc wbrew temu co mówią niektórzy, że został on sztucznie i na siłę wypromowany, mam pewien sentyment do jego książek. Dostrzegam tam rzeczy oczywiste, które są w nich pokazane w zupełnie inny sposób. Jego książki nie są jednoznaczne. I tak, pomogły mi przejść przez trudne chwile, pokazały mi, że trzeba wierzyć w dobro tkwiące w człowieku, bo w każdym z nas takie jest. Takie banalne, a wbrew pozorom czasami potrzebny jest ktoś, kto nam o tym przypomni”.

Jedna z byłych dziennikarek naszego serwisu przysłała do nas też list ze swoimi typami, ale napisała też coś o naszej akcji: „Chciałam Wam pogratulować pomysłu i tej akcji „Książka z nadzieją”. Dzięki tej akcji można dowiedzieć się o wielu ciekawych książkach, o których wcześniej może nie mieliśmy pojęcia.”

Agnieszka proponuje „Spotkamy się kiedyś w moim raju”, a pisze o niej tak: „jest to historia dziewczyny umierającej na raka. Polecam gorąco. Książka w świetny sposób uczy pokory i pokazuje, że warto cieszyć się z małych rzeczy.” Jako drugą książkę, podobnie jak Margit, proponuje „Ono” autorstwa Doroty Terakowskiej.

My na blogu zaproponowałyśmy książkę „Cud Glorii”, a dlaczego właśnie tę książkę? „To historia dziewczynki chorej na nowotwór, której nie można już pomóc, ona sama i jej rodzice wierzą jednak w cud i na niego czekają. To też książka o problemie czy dziennikarz może wyrażać swoje emocje, integrować i utożsamiać ze swoimi bohaterami.”

Ostatnią propozycją naszych czytelników będzie „Problem cierpienia” Clive’a Staplesa Lewisa, książkę tę zaproponowała nam Natalia Świt. Przysłała do nas obszerny list, który można przeczytać w jednej z notek na blogu. A oto fragment listu na zachętę: „Dla mnie niesamowitą siłą tej książki jest zajmujący chyba jej połowę wywód,dlaczego cierpienie jest znakiem Miłości Boga. Najpiękniejsza myśl, która wciąż trzyma mnie przy zdrowych zmysłach, to ta: Bóg wie, że jesteśmy stworzeni do czegoś więcej. Człowiek, gdy jest mu dobrze, chce się zamknąć w sobie i stanąć w miejscu – gdyż jest dobrze. A Bóg mówi tak – owszem, jest dobrze, ale może być lepiej. Jesteś stworzony do czegoś więcej niż „dobrze”. Niż to ziemskie„jest dobrze”.”

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/czytelnicy_proponuja_ksiazki_w_ramach_akcji_ksiazka_z_180126-1–1-d.html

Zamiast recenzji, spotkanie z Wiktorią

„Wiktoria Zender jest autorką dwóch niesamowitych książek, w których opowiada o sobie, o swoim życiu przed i po oparzeniu całej twarzy kwasem, który wyżarł ciało aż do kości. Wstrząsająca historia, z którą najpierw spotkałam się osobiście.

Obok mnie, przy stoisku z serami, usłyszałam rozmowę po polsku. Wysoki, przystojny brunet niezdecydowanie wybierał jakiś szwajcarski ser. Powiedziałam „dzień dobry” i zaproponowałam radę. Para młodych ludzi była tutaj na wakacjach. Zaoferowałam oprowadzenie po miasteczku. Drobna kobieta stała bokiem, a jej twarz zasłaniała „kaskada” brązowych długich włosów, oraz maseczka w beżowym kolorze. Umówiliśmy się następnego dnia wieczorem.

W fotelach na tarasie wartko szła rozmowa o atrakcjach turystycznych i szwajcarskich ciekawostkach. Placek z morelami każdemu podawałam po kawałku na talerzyku. Niczym prysznic zimnej wody, usłyszałam:
– To ja bardzo proszę, czy mogłabym sobie zapakować. Proszę wybaczyć, ale zjem później – dodała Wiktoria, odstawiając talerzyk na stolik. – Nie ma sprawy, rozumiem, że masz jakiś problem – wtrącił mój mąż.

Tymczasem mężczyzna, wyjął z plecaka dwie książki. – To moja historia. – dopowiedziała młoda kobieta. – Wiktoria Zender to mój pseudonim literacki, pod którym kryje się jedna z ofiar oszusta i psychopaty. Moją twarz zżarła mieszanka żrących kwasów, jestem po ponad 80 operacjach plastycznych.

Spotkanie z Wiktorią Zender wywarło na mnie ogromne wrażenie. Pogodna, wesoła, dorosła dziewczyna, pełna radości życia. Wiktoria promienieje pozytywnie. Właściwie bez twarzy, bo starannie zakrywa ją chusteczką, a jednak jest osobą pełną wyrazu i ekspresji. Czy można mieć urok osobisty nie pokazując twarzy? To niebywałe, ale Wiktoria go ma.

Przyznam, że w księgarni nie pofatygowałabym się przeczytać okładki tych książek. W ten sposób ominęłabym dwie niesamowite pozycje wydawnicze.

Oba tomy „połykaliśmy” z mężem przez całą niedzielę, nie odrywając się od nich. Mąż sięgnął po pierwszą, a ja po drugą część. Aczkolwiek zaczęłam „od końca”, to moja kolejność była chyba trafniejsza, bo zaczęłam od sympatii i podziwu dla bohaterki, gdy tymczasem z nad pierwszej części mój mąż kiwał głową i burczał coś pod nosem z wyraźną irytacją.

W Strefie cienia (część pierwsza) Ula jest zbuntowaną nastolatką, spragnioną wolności i wydostania się spod skrzydeł troskliwych rodziców, rogatą duszą, lekkomyślną dziewczyną z prowincji, głodną przygód i ciekawą świata. Lecz gdy do niego wkracza z całym zaufaniem i naiwnością, spotyka na swej drodze mężczyznę, który zamienia ją w bezwolną, poddaną, uległą, a nawet bezkrytyczną dziewczynę, kompletnie zbajerowaną przez starszego od niej manipulanta, oszusta i psychopatę.

Ula irytuje tą swoją przemianą z bystrej inteligentnej nastolatki w głupiutką, naiwną i kompletnie zniewoloną. Płaci za to straszną, niewyobrażalną wprost cenę, jej całą twarz wyżera kwas do kości.

W Strefie światła (część druga) ta sama Ula jest kobietą dojrzałą, rozsądną, pełną pokory, wiary i nadziei, marzącą o miłości, tej jedynej, prawdziwej, bezwarunkowej. Ula nie poddaje się śmierci, walczy z bólem, z sobą, z akceptacją nowej fizjonomii. Walczy o każdy skrawek swojej nowej egzystencji. Dźwiga, jak sama pisze, swój krzyż.

W obu książkach, Wiktoria opowiadając swoją historię, rozlicza się z przeszłością. Ostatecznie zamyka ją, jak bilans rozrachunkiem, dlatego nadaje bohaterce imię Ula. Pierwszy tom czyta się jak kryminał, drugi jak love story. Oba „połyka” się łapczywie.

Wiktoria pisze niebanalnie i bardzo przekonywająco, pisze o tym, jak z wielu rzeczy i wartości nie zdajemy sobie nawet sprawy, o atrybutach, które zostały nam dane za darmo, a które są dla niej nieosiągalne za żadną cenę. O tym, że człowiek jest tylko opakowany w ciało.

Osobiste spotkanie z Ulą – bohaterką obu książek, z Wiktorią – debiutującą pisarką, oraz de facto, zwykłą sympatyczną, młodą kobietą w masce na twarzy, do której mąż mówi używając prawdziwego, zdrobniałego imienia, pozostanie dla mnie niezapomniane.

Gdy szliśmy ulicą małego szwajcarskiego miasteczka, ludzie patrzyli na nią tak samo, jak na jej męża i na mnie, wypowiadając zwyczajowe pozdrowienie „Tagvoll” *
– W Polsce ludzie nie patrzą, unikają spojrzenia „oko w oko”, a tutaj nie. Kelnerka, gdy zamówiliśmy coś do picia, patrząc mi w oczy od razu podała rurkę – mówi Wiktoria.
– A ja myślę, że tutaj ludzie nie boją się spojrzeć na niepełnosprawną osobę, nie unikają spotkania, ani rozmowy. Akceptują osobę i jej wygląd. Tolerancja „inności” jest chyba na innym stopniu – odpowiadam. To jednak osobny temat.

Bardzo dziękuję Wiktorii i jej mężowi za spotkanie, a ona prosi o przekazanie pozdrowień czytelnikom Wiadomości24.pl.

PS. Tę prawdziwą historię polecam każdemu. Na pewno, po jej przeczytaniu poczujecie się o wiele bogatsi. Zwracam także uwagę na bardzo interesujący wstęp do „Strefy cienia”.
*
fonetyczna pisownia Tag wohl, czyli dzień dobry, cześć, serwus itp w tutejszym dialekcie.”

    

Tekst pochodzi z serwisu Wiadomości24.pl, znaleźć go można pod adresem:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zamiast_recenzji_spotkanie_z_wiktoria_153512-1–1-d.html
Zdjęcia też pochodzą z tego materiału.
Autorką tego tekstu jest Pani Barbara Romer Kukulska.

„Cud Glorii” kolejna książka z nadzieją

Witajcie,

Ja Wam dziś polecam książkę „Cud Glorii”

To historia dziewczynki chorej na nowotwór której nie można już pomóc, ona sama i jej rodzice wierzą jednak w cud i na niego czekają.

To historia o rodzinnej miłości, o sile wiary nawet wtedy gdy jest ona wystawiana na tak trudną próbę.

To też książka o problemie czy dziennikarz może wyrażać swoje emocje, integrować i utożsamiać ze swoimi bohaterami.

Tak naprawdę co było tytułowym CUDEM?
Może uzdrowienie a może po prostu to, że zmieniła tak wielu ludzi ? A może jeszcze coś innego?

„Zachęcam Państwa do przeczytania tej książki, bo naprawdę warto, choć moim zdaniem jest to książka dla ludzi posiadających dużą wiarę w Boga, ludzi którzy potrafią dostrzec ten tytułowy cud. Dla ludzi mniej wierzących będzie to po prostu kolejna ciekawa książka opowiadająca dramatyczną historię.”

Całą recenzję przeczytacie w mojej recenzji.

Czekamy nadal na Wasze propozycję „Książek z nadzieją” i na Wasz historie związane z książkami.

Magda

Chmurka tagów