Witajcie, drodzy czytelnicy,

Znów zaskoczyła nas Yenni swoim tekstem. Profesjonalnie i rzetelnie. Czekamy na kolejne ciekawe tekst od Was.

Dziś:
Kamil Janicki
Upadłe Damy II Rzeczpospolitej
Oprawa Twarda
Stron: 400
Wydawnictwo: Znak

Książka Kamila Janickiego „Upadłe damy II Rzeczpospolitej” daje nam niezwykły obraz kobiet tamtego okresu. Kobiet, które biorąc sprawy we własne ręce, próbowały ułożyć sobie życie, zarobić łatwe pieniądze czy ukarać wiarołomnego męża. Na nieszczęście nie kończyło się to dobrze dla głównych bohaterek… I szokujący wydawać się dziś może fakt, że w okresie międzywojennym, choć głośnio mówiono o moralności i wartościach katolickich, to w zaciszach mieszczańskich i arystokratycznych domów przeważały zgoła inne cechy. 

Mamy zatem historię mężobójczyni Zyty Woronieckiej, sprawę poznańskiej szantażystki Marii Lewandowskiej czy opowieść o prekursorce płatnej protekcji, która zapisała się w historii adwokatury sądownictwa jako „casus Parylewiczowej”. Jednak najbardziej poruszą chyba czytelnika opowieści o poznańskim „domu schadzek”, do którego podstępem zwabiano nastoletnie dziewczęta oraz historia morderstwa dwunastoletniej Zosi przez… jej własną matkę!

Czytając książkę zwróciłam uwagę na zasadniczy fakt – charakter ludzki jest niezmienny, niezależnie od czasów. Wspomniana w „Prologu” podróż Gorgonowej ze Lwowa do Krakowa pokazuje nam, że w 1932 roku bez Internetu i telefonów komórkowych wieści poufne rozchodzą się wśród społeczeństwa w zadziwiającym tempie. Zaś ówcześni „paparazzi” byli nie mniej skuteczni od tych nam współczesnych, choć dysponowali dużo gorszym sprzętem. Z kolei zachowanie łodzian podczas pogrzebu zamordowanej przez własną matkę dziewczynki w niczym nie odbiega od współczesnej dla nas sytuacji, jaka miała
miejsce nie tak dawno temu w Sosnowcu…

„Upadłe damy II Rzeczpospolitej” to nie jest dokument historyczny, ale pisząc swoją książkę autor sumiennie i precyzyjnie zbadał wszelkie możliwe dokumenty źródłowe. I tak w przypadku morderczyni Zajdlowej mamy zarówno fragmenty zeznań z procesu jak i cytaty z ówczesnej prasy. Zaś w historii księżniczki Zyty Woronieckiej przytacza między innymi wywiady z arystokratą Aleksandrem Korybut-Woronieckim.

Ze wszystkich bohaterek do jednej tylko poczułam coś w rodzaju sympatii. Do „poznańskiej szantażystki”, która wysyłała listy do dobrze sytuowanych obywateli Poznania. W listach tych, powołując się na dawną znajomość z adresatem i przez wzgląd na spędzone niegdyś wspólnie chwile „in flagrnti”, prosiła o wsparcie finansowe, albowiem znajduje się obecnie w trudnej sytuacji finansowej. Co ciekawe – w żadnym z listów nie było imiennego podpisu, pieniądze miały być przesyłane na skrzynkę ogłoszeniową jednej z gazet. I teraz najciekawsze – niemal wszyscy adresaci płacili „na wszelki wypadek”, bo każdy poważany obywatel poznańskiej śmietanki miał takie czy inne potknięcie w swoim życiu, o którym nie chciał powiadamiać małżonki ani nikogo z bliższych czy dalszych znajomych.
Pomysłodawczyni wykazała się niemałym sprytem i znajomością ludzkiej psychiki. Tylko trochę przeszarżowała, gdy jeden z listów trafił do powszechnie szanowanego księdza kanonika.

Jak się to skończyło? Zapraszam wszystkich do lektury. Naprawdę warto. Bo kobiety nie jest
wcale taka słaba płeć…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: