Archive for Październik, 2013

„Papusza”- o trudnym życiu i trudnych wyborach romskiej pisarki..

Drodzy czytelnicy,

Dziś propozycja którą przesłała czytelniczka z Krakowa- Yenni. Fragment jej recenzji ukazał się w czasopiśmie specjalistycznym „Press”.

DATA PREMIERY: 14.08.2013
Fotografia na okładce © Agnieszka Traczewska

Papusza po cygańsku znaczy lalka. Ten przydomek nadano Bronisławie Wajs już we wczesnej młodości, ze względu na jej wielką urodę. Ale jak wynika z książki Angeliki Kuźniak, nie tylko uroda była jej wyjątkowym darem. Papusza miała duszę poetki…
Książka ma charakter retrospekcji – poznajemy Papuszę, gdy opowiada o śmierci męża. Potem razem z nią wspominamy lata młodości, pierwszą miłość i twarde reguły cygańskiego życia, w którym żona musi być posłuszna mężowi. W tej historii cygańska poetka balansuje na krawędzi dwóch światów – cygańskiego i świata gadzi. Jest niewątpliwie Cyganką z krwi i
kości – jej domem jest las i droga, wędrowanie z taborem to dla niej normalne, szczęśliwe życie. A jednocześnie ciągnie ją do wiedzy, edukacji, naszej literatury… Czy słusznie zrobił Ficowski „wyciągając” Papuszę na światło dzienne? Na to pytanie nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi, choć poznamy cały proces „odkrywania” Papuszy.

Widać jak krok po kroku nieznana szerszemu społeczeństwu Cyganka stała się w końcu członkinią Związku Literatów Polskich. Nie zabiegała o te honory, wręcz od nich stroniła (zaproszenia na oficjalne uroczystości przyjmowała zawsze ze zdziwieniem – nie czuła się godna takiego wywyższenia) – a jednak ksiąska Jerzego Ficowskiego Cyganie polscy
rozsławiła ją wśród gadziów i, niestety, wśród Cyganów. Wtedy została sama. Współplemieńcy ją odrzucili

(Przez pięćset lat nie znalazł się pies, co by zdradził cygańskie sekrety, aż dopiero dziś.),

a dla gadziów wciąż była Cyganką kradnącą kury i wyłudzającą pieniądze za wróżby. Jej życie miało dwie części. Pierwsza przed publikacją książki Ficowskiego, kiedy jej bracia-Cyganie byli dumni z poetki w taborze:

Jak ona pięknie układa z głowy pieśni, to świat jest mały przed nimi.

A druga – po ukazaniu się publikacji Ficowskiego, kiedy wysłannicy taborów wpadli do mieszkania Papuszy w Żaganiu, grożąc jej linczem.

Z kart Papuszy spogląda na nas najpierw młoda dziewczyna, potem dojrzała kobieta, w końcu
– zgarbiona pod ciężarem życiowych trosk staruszka, przez cały czas tak samo dumna i honorowa. Poznajemy fragmenty jej korespondencji z Ficowskim i Tuwimem (który był Papuszą oczarowany i niejednokrotnie spieszył jej z pomocą, wspierając swoim autorytetem) z zachowaniem oryginalnej pisowni, czytamy wiersze i gile (piosenki). Obok utworów sławiących piękno leśnej przyrody są tu mroczne wspomnienia z okresu wojny i gorzkie słowa pod adresem zmieniającej się rzeczywistości (akcja osiedleńcza wędrujących taborów):

A starzy Cyganie i Cyganki płaczą (…)
Mają serca jak kamienie.
W lesie wyrosły i skamieniały.

Kim więc była Papusza? Silną kobietą o wrażliwej duszy, która do końca walczyła z przeciwnościami losu. I przede wszystkim – była Polką. Bo jak sama mówiła na jednej z nagranych taśm:

(…)mnie tak powiedzieć, dla Polki, która urodziła się w górach mazurskich w Polsce, nie poza granicami?! Gdzież ja mam inny kraj?!

Pod koniec życia zaczęła mieć wątpliwości, co do słuszności swoich wyborów:

Na co mi wierszy moje? Na co mi to wszystko? Gdybym ja głupia nie nauczyła się pisać, byłabym szczęśliwa.

Książka Angeliki Kuźniak ich nie rozwiewa, ale pokazuje nam, że dzięki Bronisławie Wajs polska literatura zyskała nowe elementy a cygańska kultura odsłoniła nieco swoich tajemnic.

Obrazek

Notatka na marginesie

„List do nienarodzonego dziecka” pełny emocji

Witajcie,

Po wakacjach NASZA wspólna akcja rusza pełną parą. Zastanawiamy się co kryje się pod hasłem „książka z nadzieją”. To złożone hasło i tak naprawdę wszystko możemy pod nie polecić. Bo „książka” to słowa, a słowa to cytaty , teksty piosenek, osobiste przeżycia, konkretni ludzie… a Nadzieja? Co to takiego? To tęsknota za czymś co jest daleko, liczenie na coś, na kogoś, oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego i ufność, że to się spełni, urzeczywistnią się marzenia…

Ten związek frazeologiczny można interpretować dowolnie i to od każdego z nas zależy co pod nim ukryjemy. Więc zapraszamy Was do pisania do nas…

Po długiej przerwie wracamy do publikowania naszych propozycji.

Dzięki wydawnictwu „Świat książki” miałyśmy przyjemność czytać książkę znakomitej dziennikarki i pisarki włoskiej Orianny Fallaci ” List do nienarodzonego dziecka”.
A oto i recenzja książki.

Autorka książki „List do nienarodzonego dziecka” Oriana Fallaci kojarzy nam się z polityką, wojną, terroryzmem, złem tego świata i wielkimi nazwiskami. Tym razem jednak zaskakuje swoją książkę poświęca macierzyństwu, ciąży i kobiecie czyli osobie której najbardziej dotyczy ten stan. Jednak trzeba podkreślić i pamiętać że bohaterka książki nie jest Fallaci. Czytając ją jednak odnosi się zupełnie inne wrażenie.

Książka skierowana jest głównie do kobiet, jednak ja uważam że powinni ją przeczytać wszyscy. Szczególnie Ci którym się wydaje że są nieomylni i wiedzą wszystko najlepiej. Ci którzy tworzą normy, którzy kierują się w życiu tylko zasadami religii, norm społecznych czy w końcu starają się stworzyć sobie wygodne życie nie bacząc na to za jaką cenę i krzywdę innych.

Książka jest pisana barwnym językiem. Autorka zastosowała formułę listów pisanych do nienarodzonego jeszcze dziecka. Listy, monologi są bardzo osobistym spotkaniem. Matka to prawdopodobnie młoda, zdolna, pnąca się po szczeblach kariery kobieta, na której barki spadła nieoczekiwana ciąża. Na ojca dziecka nie ma co liczyć a otoczenie nie popiera jej chęci urodzenia, wręcz nakłania ją do aborcji. Na stronach książki mamy huśtawkę emocji, radości, smutku. Pojawia się zwątpienie, niechęć, wątpliwości.
Opowiada mu o sprawach dotykającej ją samą – o wizycie u ginekologa i niezrozumieniu lekarza na informację że nie jest mężatką, o swoim złym samopoczuciu, wątpliwościach, czy powinna je urodzić i o aborcji:

Wiem, wciąż informuję bez litości o okrucieństwach świata, gdzie zamierzasz się pojawić, o wszystkich podłościach, które popełniamy, i mówię o sprawach zbyt dla ciebie skomplikowanych. Ale stopniowo dojrzewa we mnie pewność, że ty je rozumiesz, bo wiesz już wszystko.

Fallaci w „Liście do nienarodzonego dziecka” ukazała jak wiele trudnych myśli ma kobieta nosząca pod sercem nowe życie.   Z jednej strony mają postawione normy społeczne, normy państwa, kościoła. A z drugiej perspektywy trudnego życia i braku zrozumienia, bardzo często bez oparcia w kimś bliskim.“ Książka to przede wszystkim pochwała na cześć wolności każdej żywej istoty, jej pełnego prawa do decydowania o sobie, o swoim życiu i swojej śmierci. Wolności podejmowania (i ponoszenia konsekwencji) najważniejszych wyborów, nie patrząc przez pryzmat religii, płci, rodziny, panującego ustroju politycznego czy mody, ale spoglądając w głąb siebie i tego, czego naprawdę się pragnie i chce.

Autorka urzekła mnie łatwością mówienia o aborcji. Bo chodź mów o niej w  książce bardzo dużo, to nie popiera żadnej ze stron. Jednak nie udaję że jej nie ma czy też nie udaję że o niej nie myślą kobiety.
Pokazuje jak trudna jest to decyzja, ale tez uzmysławia nam że takie czyny maja miejsce na świecie. I bardzo często nie są podyktowane wygodnictwem czy też widzimisię kobiet…

Bohaterką może być każda kobieta. autorka, chyba celowo, nie nadała jej żadnego konkretnego wyglądu. Dzięki temu każda kobieta może się identyfikować z bohaterka. I zastanowić się co by zrobiła, jak zareagowała, co pomyślała. Dzięki temu książka staję się jakby osobistym pamiętnikiem bohaterki, a czytelniczki czuja się jakby zostały powierniczkami wątpliwości i obaw.

To pierwsza książka Fallaci którą przeczytałam, jestem pewna że nie ostatnia.

Autorki dziękują wydawnictwu „Świat Książki” za udostępnienie jej.

fallaci2

Chmurka tagów