Wyobraź sobie, że nic w Twoim życiu nie jest pewne. Że przeżycie kolejnego dnia staje pod znakiem zapytania. Szpital okazuje się być drugim domem, a wyjście z niego jest jak dawno wyczekiwane wakacje. Jednak nawet zakończenie konkretnego etapu leczenia nie daje pewności, że niedługo choroba nie wróci. A miało być tak pięknie…

Mary McDonnel wyszła za mąż za Seana w wieku 24 lat. Młodzi małżonkowie mieli przed sobą całe życie, które już od początku zapowiadało się cudownie. Oszczędzali na dom, który po zakupie wspólnie remontowali i meblowali. Wszystko odbywało się w atmosferze radości. W końcu, jak pisze autorka „skoro ciężko pracujesz, czy nie zasługujesz na nagrodę?”. Jednak niedługo już mieli przekonać się, jak bardzo nieprzewidywalne potrafi być życie.

Kilka tygodni po ślubie Mary zaszła w ciążę. Jednak piękny czas oczekiwania przerwała choroba – ostra białaczka limfatyczna. Od tego momentu życie jej i jej męża wypełniło ogromne cierpienie, które co jakiś czas wracało i wywracało znowu ich życie. W większości sytuacji winowajcą był rak.” (fragment recenzji z portalu Zaczytaj się!, http://zaczytajsie.pl/?p=1845&preview=true)

Ta książka już od pierwszych stron zaintrygowała mnie. Mary od lat mogłaby zamknąć się w sobie i zgorzknieć pod wpływem swoich przeżyć. W końcu ile można żyć w niepewności, na krawędzi? Ile razy można wracać z kolejnymi formami nowotworu do szpitala? Ile człowiek może znieść? Okazuje się, że mając obok siebie życzliwych ludzi oraz wierząc w Boga można przejść wiele, przy okazji zaś wyciągnąć z trudności największą naukę, jaką mogą dać – warto cieszyć się chwilą i żyć tym dniem, który jest dziś. Nie w przeszłości, nie w przyszłości, ale dzisiaj. Oczywiście – warto planować różne rzeczy czy wspominać dobre chwile, ale najważniejsze jest, by nie wybiegać za bardzo w przód czy uciekać w tył.

Wracam do tej książki w ciężkich chwilach, gdy mi samej brakuje sił. Pokazuje mi ona, że nawet w najtrudniejszych chwilach należy pamiętać, że trudności to jedna strona medalu, a drugą jest życie, które w swojej istocie jest piękne. I nawet będąc w tak trudnej sytuacji – leżąc w szpitalu – można się nim cieszyć. Przynajmniej zaś mieć nadzieję, że trudności przeminą i nadejdą lepsze dni.

Po lekturze dochodzę do wniosku, że trudno jest współczuć autorce. Ją cierpienie nauczyło inaczej patrzeć na życie, dzięki czemu jest szczęśliwa. W życiu każdy z nas cierpiał, cierpi i cierpieć będzie, jednak ważne jest, co my z tym cierpieniem zrobimy. Opowieść Mary daje inspirację do zmian i motywację do tego, by wytrwać. I dlatego też ta książka moim zdaniem zasługuje na miano „Książki z nadzieją”.

Mary McDonnell, „Rak, modlitwa i ocalenie”. Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2011. ss. 120, ISBN: 978-83-7354-398-0

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: