Kolejny list…

”  Książka „Problem cierpienia” Clive’a Staplesa Lewisa trafiła w moje ręce w momencie,gdy zastanawiałam się już kolejny miesiąc nad sensem cierpienia. Od jakiegoś czasu piszę recenzje dla jednego z portali chrześcijańskich i w pewnym momencie dostałam za zadanie napisać recenzję właśnie tego dzieła.

Spodziewałam się długiego wywodu na temat tego, jak trudno jest cierpieć, przejść do porządku dziennego nad niespełnionymi oczekiwaniami czy marzeniami, jak ciężko się żyje z takim ciężarem. Jednym słowem – potwierdzenia wszystkich moich niewesołych przemyśleń i martyrologii.

Tym bardziej zaskoczyło mnie podejście autora, który sam został ciężko doświadczony– brał udział w II Wojnie Światowej (po której zresztą stracił wiarę), a niecałe dwa i pół roku po ślubie zmarła jego żona, którą bardzo kochał.Obiektywnie patrząc wystarczające powody do załamania się.

Pomimo iż sam autor podkreśla, że słowa zapisane na stronicach książki i jego rzeczywiste postępowanie różni się – nie zmniejsza to prawdziwości myśli w niej zawartych.

Zatem rozpoczynając lekturę szukałam tam potwierdzenia słuszności swojego cierpienia.Odkąd skończyła się moja ostatnia relacja z mężczyzną minął już ponad rok. Cały czas liczę dni, które upłynęły od tamtej chwili. Nie jestem uzależniona – po prostu brakuje mi obecności takiej osoby i wsparcia, wymiany myśli. Ponad rok również trwają moje perypetie zdrowotne, których owocem w pewnym momencie były słowa „ma Pani raka”. Guza już nie ma, ale leczenie jest. I badania,wchodzące klinem w moje codzienne życie.

I nagle trafia w moje ręce książka, która idealnie tłumaczy istotę cierpienia. Nie znajdzie się w niej sloganów typu „cierpienie ma sens” czy „Bóg Ci pokazuje, że Cię kocha”. Jest proste, dotykające istoty rzeczy wytłumaczenie –dlaczego tak.

Wspomniane„slogany” mają za sobą wielką treść, lecz człowiek cierpiący raczej nie chce słuchać czegoś, co trzeba przyjąć na wiarę. Chce wiedzieć, dlaczego. Lewis nie odpowie nam wprost, ale jego słowa na pewno dadzą pole do przemyśleń. Nie trzeba wiedzieć konkretnie, dlaczego w moim życiu jest tak, a nie inaczej.Znajomość samego mechanizmu cierpienia wystarczy, by zaakceptować to, co przychodzi.

Dla mnie niesamowitą siłą tej książki jest zajmujący chyba jej połowę wywód,dlaczego cierpienie jest znakiem Miłości Boga. Najpiękniejsza myśl, która wciąż trzyma mnie przy zdrowych zmysłach, to ta: Bóg wie, że jesteśmy stworzeni do czegoś więcej. Człowiek, gdy jest mu dobrze, chce się zamknąć w sobie i stanąć w miejscu – gdyż jest dobrze. A Bóg mówi tak – owszem, jest dobrze, ale może być lepiej. Jesteś stworzony do czegoś więcej niż „dobrze”. Niż to ziemskie„jest dobrze”.

Na koniec myśl dla tych, którym się wydaje, że Bóg nas nie słyszy, ale nawet jeśli słyszy to milczy. „W naszych przyjemnościach Bóg zwraca się do nas szeptem, w naszym sumieniu przemawia zwykłym głosem, w naszym cierpieniu – krzyczy do nas;cierpienie to Jego megafon, który służy do obudzenia głuchego świata.” Może wydaje się nam, że my już nie jesteśmy głusi. Zaufajmy. Po drugiej stronie okaże się, że krzyk Boga był nam bardzo, bardzo potrzebny.

Natalia Świt

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: